Kasia

Jestem Ci Viola bardzo wdzięczna za nasze rozmowy, wiadomości, za Twoją akceptację, za cierpliwość, za te wszystkie cenne wskazówki i informacje, którymi się ze mną podzieliłaś. Moje wewnętrzne dziecko uwierzyło, że jest absolutnie wszystkiemu winne, że cokolwiek robi lub myśli, jest złe, gorsze. Że każdy wie lepiej, co dla mnie jest dobre. Całe życie w ten sposób o sobie myślałam. Wydarzenia z ostatnich lat i osoby, z którymi żyłam, pokazały mi to jak w lustrze, jak siebie nie kocham, jak siebie nie szanuję, jak źle pozwalam siebie traktować, jak nie potrafię się temu sprzeciwić. Jak sama o sobie dobrze nie myślę. W końcu  doszłam  do poczucia, że  to wszystko miało mi pokazać, co mam w sobie do uzdrowienia. Problem był w tym, że moje wewnętrzne dziecko myślało, że żeby siebie uzdrowić, wyleczyć traumy, muszę polecieć do tych raniących mnie osób, żyć w samym środku ognia, pozwalać im zanurzać mnie w tym, co wywoływało we mnie największy ból. Dopiero Viola mi uświadomiła, że to, że pokazali mi moje rany do uzdrowienia, to jedno. A to, że faktycznie zachowują się toksycznie, źle, i nic w sobie złego nie widzą, to już inna sprawa. Ich sprawa. Dopiero kiedy dałam sobie zielone światło na odizolowanie się od pewnych osób, znalazłam przestrzeń na zajrzenie w siebie. Na rozpoczęcie drogi do akceptacji siebie. Na otworzenie się na siebie. Na docieranie do swojej prawdy. Jeszcze dużo mam do przepracowania, ale już czuję, że nie ma nic piękniejszego, niż życie w zgodzie ze sobą. Dzięki Violi wychodzę z tego ognia, obserwuję, jak powoli gaśnie, patrzę, jaki widok wyłania się zza dymu… Dziękuję Ci Viola najmocniej.”