Uncategorized

Najszczersza prawda.

Długo zbierałam się by napisać ten post…

Będzie bardzo osobiście i bardzo prawdziwie.

A takie pisanie wymaga ogromnej odwagi.

Zakładając bloga prawie 3 lata temu nie miałam żadnego planu. Nie planowałam, że będę regularnie pisać, nie planowałam, że będę nagrywać filmy, nie planowałam, że zostanę coachem, ani terapeutką. Nie planowałam, po prostu pisałam to co czułam a blog był częścią mojego wewnętrznego procesu. Potem tak wyszło, że wszystkie znaki na niebie i ziemi a przede wszystkim we mnie samej poprowadziły mnie tu gdzie jestem teraz.

Od długiego czasu mówię o tym jak odzyskać siebie, jak pokochać siebie, jak żyć w zgodzie ze sobą oraz wspieram wielu ludzi w tym właśnie procesie. Feedback jaki dostaje od Was świadczy o tym, że robię to dobrze. To co mówi moje wnętrze świadczy o tym, że to moja droga i chcę to robić. To dawało mi bardzo długo motywację i siłę do tego by tworzyć, nowe wpisy, nowe filmy, nowe projekty, by pracować z kolejnymi osobami, organizować warsztaty, ogarniać dwie grupy wsparcia. Teraz jak to piszę to myślę „kurde, sporo tego”. A jakby jeszcze tego było mało to wciąż się kształcę, studiuję, biorę udział w różnych warsztatach, kursach itd. Pragnę zaznaczyć, że piszę jedynie o sferze zawodowej, a jest jeszcze ta prywatna, rodzinna. Do tego wszystkiego muszę dodać, że wciąż jestem w swoim własnym procesie, a Ci z Was, co próbują żyć w zgodzie ze sobą, wiedzą, że wiele jest wyzwań i ciężkich chwil na tej drodze.

Od jakiegoś czasu czuję, jak mój wewnętrzny głos mówi mi stop. Ale wiecie co? Bałam się go posłuchać. Próbowałam półśrodków typu tygodniowy urlop, mniejszy nakład pracy itd. Tak jakbym mówiła do siebie: „Dobra Viola, dam Ci odetchnąć ale weź odpoczywaj szybko, bo tam tyle jest jeszcze do zrobienia.” Prawda jest taka, że do całkiem niedawna czułam się zupełnie sama ze wszystkim i po prostu nie miałam możliwości by odpuścić. Bo jakbym odpuściła tak jak tego potrzebowałam to za co bym żyła, kto zająłby się moimi dziećmi, domem itp? Po prostu MUSIAŁAM BYĆ SILNA. Tak naprawdę od dziecka musiałam być silna. Czyli całe moje dotychczasowe życie przeżyłam w ciągłym napięciu i gotowości do działania. Taki motyw przetrwania, inaczej wydawało mi się, że nie będę w stanie żyć. Mimo, że mam 28 lat, przewartościowałam już swoje życie wiele razy. Za każdym razem z odwagą przełamywałam lęki i szłam dalej, nawet jeśli w kompletnie nowym, innym niż dotychczas kierunku. Zaczęło się w gimnazjum kiedy to postanowiłam iść do sportowej szkoły z internatem. Nastęonie postanowiłam rzucić moją ukochaną koszykówkę i zamienić ją na boks. Później postanowiłam iść na studia, wynająć pokój w Warszawie i żyć totalnie samodzielnie. Potem wylądowałam w Kadrze Narodowej. Następnie postanowiłam rzucić to wszystko i wyjechać do Anglii. Potem postanowiłam założyć rodzinę. Po kilku latach słuchając własnego głosu, którego już nie dało się ignorować, postanowiłam zrobić kolejny przewrót życiowy (chyba największy w mojej historii) i z dwójką dzieci (wtedy jedno 2 lata, drugie 5 miesięcy), w obcym kraju, bez żadnego wsparcia zacząć życie na nowo, od zera. Potem blog, studia, praca jako terapeutka. Następnie kolejny odważny krok czyli otwarcie się na poważną relację. W tym wszystkim jeszcze pominęłam mnóstwo innych odważnych i przełomowych decyzji, które podjęłam w międzyczasie. Każdą z tych decyzji podjęłam zupełnie sama i żadnej z nich nie żałuję. Każda z nich okupiona była mnóstwem emocji, doświadczeń, lekcji…

Feniks nie spłonął raz i nie odrodził się na nowo raz. Feniks płonął i odradzał się wiele razy. Za każdym razem silniejszy, za każdym razem bardziej zgodny ze sobą, bardziej świadomy. Każdy taki pożar boli. Oj boli… Za każdym takim pożarem odpada coś starego i robi się miejsce na nowe.

Piszę ten post nie dlatego żeby się tłumaczyć. Ale po to by się podzielić. Tym, że u mnie właśnie trwa pożar. FENIKS PŁONIE. I wiecie co? Nie wiem jak długo to potrwa. Nie wiem co z tego wyniknie. Nie wiem co będzie dalej. Ale wiem jedno. Bałam się bardzo tym podzielić, bo wciąż gdzieś grają we mnie resztki starych przekonań. Bo przecież jak już jestem tu gdzie jestem, wspieram innych, mam naprawdę dobre życie to jak to tak płonąć? Dlaczego? Po co? Ale w końcu przyszła akceptacja. „Viola. Masz prawo zakwestionować wszystko w swoim życiu oprócz siebie. Nigdy nie kwestionuj tego co dzieje się w Tobie, w Twoim sercu, w Twoim wnętrzu. Jeśi wewnętrznie płoniesz to płoniesz i koniec kropka. Jeśli czujesz, że w końcu, po tylu latach jest czas by odpuścić totalnie, by iść za głosem intuicji to idź, bo masz prawo. Jeśli jesteś zmęczona, to odpoczywaj tyle ile potrzebujesz. NIC NIE MUSISZ”.

Ten tekst to trybut dla mojego wnętrza i mojego Wewnętrznego Dziecka. Ta mała dziewczynka a potem nastolatka musiała założyć zbroję dawno temu by móc przetrwać. Już dość. „Możesz po prostu być. Nic nie musisz. Jestem przy Tobie. Pobędziemy sobie razem w tym ogniu, pobędziemy sobie razem w tym popiole. Nie będę Cię popędzać, już nie. Przepraszam, że to robiłam wcześniej. Zmierzymy się z tym wieloletnim zmęczeniem, pozwolimy mu być. Zmierzymy się z tym bólem, smutkiem i pustką związaną z brakiem wsparcia. Już nie jesteś sama.”.

Ten tekst jest również dla Was, byście zobaczyli, że nie ważne w jakim momencie życia jesteście i na jakim etapie świadomości, rozwoju, czy jakkolwiek chcecie to nazwać, macie prawo do tego by się rozpaść. I to nie jest słabość ani porażka. To wymaga mega odwagi by pozwolić sobie na ten rozpad, na ten pożar, na ten popiół, na ten ból, na tą autentyczność i prawdę.

Wow. Mam ciarki jak to piszę. Mam ochotę oznajmić to całemu światu: ODPUSZCZAM. STOPUJE. BASTUJE. ZWALNIAM. JESTEM i nic więcej. Tyle za tym było lęków i znaków zapytania… Co sobie pomyślą moi bliscy? A co jak stracę czytelników, zasięgi i jak wrócę to już nie będą chcieli mnie czytać? A co jak stracę klientów, co jak ktoś zarzuci mi brak profesjonalizmu, słabość? Czy ja sobie poradzę? Co będzie dalej? Jak długo będzie trwał ten stan? Wszystko to było w moich myślach, w mojej głowie. Te pytania rozpuszczają się gdy idę do ciała, do wnętrza, do emocji, intuicji i do Wewnętrznego Dziecka. Słuchając tych części siebie postanowiłam, że:

  • Na chwilę obecną odpuszczam bloga, nie będzie więc nowych postów, nie wiem przez jaki czas. Odpuszczam nowe projekty, odpuszczam filmy na YouTube.
  • Nie będę również obecna na grupach wsparcia, moje obowiązki na „Wolni od toksycznych relacji” przejmuje moderator – Oktawia.
  • Na chwilę obecną nie przyjmuję nowych osób na sesje indywidualne. Wsparcie dla osób, z którymi już obecnie pracuję pozostaje bez zmian. W razie gdyby cokolwiek uległo zmianie, będę informować.

Ufff… Wydobyłam to wszystko z siebie. I tak sobie myślę… Wiecie co jest moim priorytetem? Generalnie w życiu, w twórczości, w pisaniu, w pracy z ludźmi. Nie żeby było efektywnie, pozytywnie, motywująco, mądrze, rozwojowo itd. Jest to ważne, ale to nie jest mój główny priorytet. Najważniejsze dla mnie by było AUTENTYCZNIE I PRAWDZIWIE.

Przytulam Was Kochani i serdecznie pozdrawiam z miejsca autentyczności, prawdy i szczerości ze sobą i ze światem ❤️❤️❤️

Uncategorized

Uczę się życia na nowo.

IMG_20181028_161710_081

Moja droga powrotu do siebie jest długa, kręta i wyboista. Mimo to wciąż nią podążam. Czuję już bardzo mocny kontakt ze sobą, czuję też jeszcze jakieś niewielkie pozostałości fałszywych przekonań i starych schematów. Moja perspektywa postrzegania życia i świata poszerzyła się niewyobrażalnie. Wszystko dzięki pracy nad sobą, pracy z Wewnętrznym Dzieckiem, pracy duchowej, pracy z ciałem. Dzięki działaniu mimo lęku, dzięki pokonywaniu kolejnych przeszkód i barier. Zyskałam wewnętrzny spokój i poczucie pełni. Mam w sobie wiele pokory, ponieważ zawsze gdy wydawało mi się, że uzdrowiłam już większość, zza mgły wyłaniał się kolejny bagaż. Otworzyłam się na wszystko co przychodzi i mierzę się z tym co się pojawia.

Uczę się życia na nowo. Jest to zupełnie inne życie, ja jestem jakby nową odsłoną siebie samej. Iluzja odpada jak warstwy cebuli, przyklejam do siebie kolejne odnalezione części mojego JA. Wiem, że nic nie muszę i wiem, że gdy podążam drogą wewnętrznej prawdy nie ma niemożliwego. Jestem kreatorem swojej własnej rzeczywistości. To ja decyduję kim i czym się otaczam. To na co nie mam wpływu akceptuję i idę dalej.

Po przeżyciach w dzieciństwie wiedziałam  dobrze jakiego życia nie chcę. Kiedy wyszłam z toksycznego związku wiedziałam jakiego partnera nie chcę. Moje kolejne doświadczenia pokazały mi czego chcę. Chcę żyć niezależnie, chcę spełniać się zawodowo, pomagać ludziom, edukować się w tym kierunku. To daje mi niesamowitą satysfakcję i spełnienie. Chcę żyć aktywnie i zdrowo, ponieważ kocham sport. Chcę rozwijać swoją artystyczną duszę, przebywać wśród natury, pisać wiersze, malować obrazy. Marzę o tym by napisać książkę. Chcę poznawać nowych, wartościowych ludzi i nawiązywać przyjaźnie. Chcę podróżować i odkrywać kolejne piękne miejsca. Chcę mieć partnera dojrzałego emocjonalnie, przy którym mogę być całkowicie sobą gdyż daje mi bezwarunkową akceptację. Chcę współtworzyć związek dwóch samowystarczalnych indywidualności, które spotykają się w punkcie czystej bezwarunkowej miłości. Jestem gotowa na przyjęcie obfitości i bogactwa życia gdyż wiem, że na to zasługuję, jak my wszyscy. Chcę dać moim dzieciom fundament do budowania prawdziwych siebie. Chcę by miały świadomość jak bardzo są wartościowi i cudowni.

A Ty, czego chcesz?

Uwierzyliśmy kiedyś, że nie zasługujemy na obfitość i bogactwo wspaniałego życia. Uwierzyliśmy, że tak już musi być.
Uwierzyliśmy, że jesteśmy nie dość dobrzy, że coś jest z nami nie tak.
Uwierzyliśmy, że nie zasługujemy na miłość i szacunek.
Uwierzyliśmy, że skalę naszej wartości ustanawiają inni.
Uwierzyliśmy, że naszą wartość definiuje świat zewnętrzny.
Uwierzyliśmy, że nie mamy prawa do wyrażania siebie.
Uwierzyliśmy, że powinniśmy żyć w sposób określony przez świat zewnętrzny, przez społeczeństwo, kulturę. Poddaliśmy się stereotypom i generalizacji.

A co jeśli Wam powiem, że to nie prawda? Że to iluzja?

Dawno straciliśmy poczucie JA, poczucie indywidualności, sens istnienia. Najwyższy czas obalić te stare mury. Najwyższy czas zmierzyć się z przeszywającą pustką. Następnie w opadającym pyle starych przekonań odnaleźć cegiełkę prawdy. To ona będzie częścią fundamentu nowego życia. Buduj je powoli, uważnie i z rozwagą. To Twój najcenniejszy skarb. To Twoje poczucie własnej wartości, to Twoja wyjątkowość. To Twoja własna przestrzeń i Twoja rzeczywistość. Nikt nie zrobi tego za Ciebie. Nikt też nie pożyczy Ci cegieł. Bo każdy ma inne cegły. I każdy ma swoją własną wewnętrzną prawdę. Jej się nie oddaje, jej się nie pożycza. Ją się odnajduje w sobie i chroni jak drogocenny skarb. Z niej buduje się szczęście. Z niej wypływa miłość.

Uncategorized

Detektor emocji

PicsArt_07-15-09.01.32.jpg

Emocje są bramą do Twojego serca. Emocje są drogą do Twojej wewnętrznej prawdy. Emocje pokazują Ci bardzo dużo o Tobie i otaczających Cię ludziach. Nie ma negatywnych emocji, wszystkie są dobre i ważne. Jak odczytywać swoje emocje? Poniżej omówię kilka głównych emocji, które się w nas często pojawiają.

SMUTEK

Bardzo często uczucie smutku przejawia się poczuciem dyskomfortu w klatce piersiowej, w przestrzeni serca. Smutek jest też często związany z wewnętrzną pustką, a wewnętrzna pustka z poczuciem osamotnienia i opuszczenia. Smutek wiąże się też z poczuciem niezrozumienia, nie ważności, braku miłości i czułości rodzicielskiej, z byciem niewidzialnym i samotnym. Często jesteśmy też smutni gdy ktoś nas zawiedzie. Smutek pojawia się również jako nieodłączna część żałoby, gdy coś się kończy lub gdy mamy poczucie, że coś lub kogoś tracimy. Najlepszą metodą by uwolnić smutek jest skontaktowanie się z nim i wypłakanie. Smutek jest również emocją, która pojawia się przy poczuciu utraconego bezpowrotnie dzieciństwa.

ZŁOŚĆ

Złość pojawia się w nas gdy ktoś próbuje przekroczyć nasze granice, gdy czujemy się do czegoś zmuszani, gdy czujemy presję i dyskomfort, gdy ktoś nie daje nam przestrzeni na bycie sobą, stosuje wobec nas przemoc, kiedy coś nie idzie po naszej myśli, coś nam się nie uda itd. Bardzo często złość manifestuje się w brzuchu. Jej odczuwanie w ciele może charakteryzować się również napięciem mięśni, przyspieszonym biciem serca, zaciskaniem zębów, ściąganiem brwi itp. Złość pojawia się często gdy czujemy wewnętrzną niezgodę na coś. Tłumiona i nie wyrażana, kumuluje się w naszym ciele i wybucha często w najmniej oczekiwanym momencie, albo truje nas od środka i manifestuje się w chronicznym zmęczeniu, chorobach autoimmunologicznych itd. Dobrą metodą na uwalnianie złości tu i teraz jest otwarte mówienie o niej. Asertywność i stawianie granic są efektem zdrowego odczuwania złości. Łatwo jednak tłumiona złość lub niewyrażona złość z dzieciństwa może przerodzić się w agresję lub auto-agresję np samo-okaleczanie się. Zablokowana złość na rodziców może w dorosłym życiu przerodzić się w złość na siebie. Jeżeli tłumiliśmy złość przez długie lata, kiedy damy już sobie na nią prawo, może wylewać się z nas strumieniami. Wtedy warto jest zapewnić sobie odpowiednie warunki do fizycznego uwolnienia złości np waląc ręką w poduszkę lub krzycząc z całych sił w samochodzie itd. Warto dodać, że złość często kryje się pod smutkiem i apatią. Pomocne w procesowaniu złości są również powroty do dzieciństwa, praca z Wewnętrznym Dzieckiem i danie sobie możliwości wyrażenia złości na rodziców wchodząc w podświadomość za pomocą medytacji i wizualizacji. Pomocne może również okazać się pisanie listów do wszystkich, do których czujemy złość. Do rodziców, do partnera, rodzeństwa, dalszych członków rodziny, szefa, koleżanki itd. Są to jednak listy dla Was do celów terapeutycznych, nie wysyłamy ich do adresatów.

Filmik o wypartej złości:

LĘK

Lęk często odczuwamy jako odrętwienie całego ciała, wstrzymany, spłycony oddech, napięcie w mięśniach, przyspieszone bicie serca. Ta emocja informuje nas o możliwym zagrożeniu. Często jednak odczuwamy irracjonalny lęk i wtedy ma on ewidentne podłoże w dzieciństwie. Jeżeli jako dzieci często się baliśmy osób, które powinny zapewnić nam poczucie bezpieczeństwa to powstaje wewnętrzny konflikt. Boję się kogoś, kogo kocham, boję się kogoś kto powinien dawać mi miłość. Boję się wyrażać emocji, bo boję się opuszczenia lub ukarania. Boję się co przyniesie nowy dzień, bo w moim domu nigdy nic nie jest przewidywalne. A potem boję się życia, boję się być sobą, boję się stawiać granice, boję się bliskości, boję się samotności, opuszczenia, boję się konfrontacji, boję się wyrażania emocji… Jesteśmy jednym wielkim chodzącym lękiem. Im więcej przeżywaliśmy traum jako dzieci tym większy poziom lęku w życiu dorosłym. Może przerodzić się to w nerwice lękową, ataki paniki itd. Wspaniałą metodą uwalniania lęku jest metoda pracy z Wewnętrznym Dzieckiem. Lęk ma również to do siebie, że ignorowanie go lub zaprzeczanie go tak naprawdę potęguje. Więc pierwszym krokiem jest przyznanie się przed sobą, że się boję. Kolejnym będzie zdanie sobie sprawy z tego dlaczego się boję, co jest tego przyczyną i co ta sytuacja mi przypomina? Czymś co sprawia, że lęki się znacznie zmniejszają lub znikają całkowicie jest ODWAGA na działanie pomimo lęku. Jeśli się boisz ale i tak zrobisz coś pomimo to, wtedy rośniesz w siłę.

Filmik o pracy z Wewnętrznym Dzieckiem:

RADOŚĆ

Kiedy czujemy radość, w nasze ciało wstępuje wspaniała energia, jest nam miło, przyjemnie, błogo. Odczuwanie radości pokazuje nam, że np spełniamy się w tym co robimy, jesteśmy sobą, otaczamy się dobrymi ludźmi, znaleźliśmy się w sytuacji, która nam służy. Radość powiązana jest również z poczuciem miłości, akceptacji i wdzięczności. Prawdziwe wewnętrzne szczęście w moim odczuciu wiąże się głównie z życiem w zgodzie ze swoim sercem, z doświadczaniem tu i teraz, z akceptacją, harmonią i wewnętrznym spokojem. Warto celebrować i doceniać radosne chwile w naszym życiu.

Istnieje również szereg złożonych emocji takich jak:
– wstyd (gdy zrobiliśmy coś nie zgodnie z ogólnie panującymi zasadami, często jest to toksyczny wstyd, który hamuje nad przed byciem sobą),
– poczucie winy (gdy skrzywdziliśmy kogoś, często jednak czujemy nadmierne poczucie winy i odpowiedzialności w sytuacjach gdy nie zrobiliśmy nic złego, źródła oczywiście należy szukać w dzieciństwie),
– bezsilność (kiedy mamy poczucie, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia i już nic nie możemy zrobić),
– współczucie (związane z naszą empatią i wrażliwością),
– zazdrość (często efekt porównywania się do innych, zaniżonego poczucia własnej wartości, braku akceptacji siebie, czasem pokazuje nam również o naszych skrytych marzeniach, niespełnionych ambicjach, ukrytych tęsknotach),
itd.

Kochani bardzo ważne jest to by wsłuchiwać się w siebie i swoje emocje. Jest to pierwszy krok do wyjścia z pasma traum i niezadowolenia z życia. Możecie to robić w medytacji, w zacisznym miejscu, wystarczy nawet kilka minut dziennie. Możecie potrzebować wsparcia by poradzić sobie z zablokowanymi emocjami z przeszłości. Wybierajcie wsparcie sercem i również przyglądajcie się kto jakie emocje w Was wywołuje.

Filmik o emocjach:

Uncategorized

Moja bajka

20180624_230302[1]

Była raz sobie dziewczynka, na imię jej było Niewinność. Niewinność wiodła piękne, spokojne życie. Wierzyła, że świat jest pełen miłości, a w sercu każdego człowieka mieszka dobroć. Wierzyła, że wszyscy patrzą na świat tak jak ona i są tak wrażliwi jak ona.

Pewnego dnia spotkała inną dziewczynkę, która miała posępną minę jakby na jej twarzy nigdy nie gościł uśmiech. Na imię jej było Krzywda. Krzywda znała zupełnie inny świat niż Niewinność. Pokazała jej serca przepełnione nienawiścią, zazdrością i gniewem. Niewinność nie mogła w to uwierzyć. Przepłakała kilka dni i nocy, tak bardzo dotknęło ją to co pokazała jej Krzywda. Przepełniał ją ogromny lęk i miała ochotę schować się w swoim domu i nigdy już z niego nie wychodzić.

Pewnego dnia zapukała do jej drzwi kolejna dziewczynka. Niewinność długo zastanawiała się czy jej otworzyć, ale czuła się bardzo samotna więc podjęła ryzyko. Dziewczynce na imię było Iluzja. Iluzja przekonała Niewinność, że razem mają taką moc, że mogą naprawić ludzkie serca. Powiedziała jej, że gdy tylko będą bardzo chciały i działały razem to na pewno Niewinność odzyska świat w jaki zawsze wierzyła. Wybrały się w podróż po świecie. Niewinność spotykała wielu ludzi, o których mówiła jej Krzywda. Bardzo mocno jednak ufała Iluzji więc próbowała z całych sił i wlewała swą dobroć i miłość w serca przepełnione nienawiścią. Z każdym dniem Niewinność słabła i traciła energię. Nienawistne serca były pełne dziur, a miłość wylewała się z nich jak z potłuczonych dzbanów. Niewinność była załamana. Czuła, że umiera. Zawołała do Iluzji: – Oszukałaś mnie! Odejdź! Nie chcę Cię w swoim życiu!
Iluzja zniknęła, Niewinność została zupełnie sama wycieńczona do granic możliwości.

Kiedy Niewinność była już na skraju życia i śmierci, odwiedziła ją kolejna dziewczynka. Niewinność bardzo się bała, ale nie miała już sił by się jej przeciwstawić. Na imię jej było Akceptacja. Akceptacja rzekła do Niewinności:
– Nosisz w sobie piękną duszę i serce pełne miłości, wiedz jednak, że nie wszyscy są tacy jak Ty. Oddając im to co masz najcenniejsze nie pomożesz im. Jedynymi kto może im pomóc są oni sami.
– Czy nie mogę zrobić już nic by ten świat był lepszy? – zapytała Niewinność.
– Możesz. – odparła Akceptacja. – Żyj w zgodzie ze swoim sercem, chroń je jak największy skarb i dbaj o nie. Dawaj miłość tym, którzy nie mają dziur w swoich sercach, a wtedy również ją dostaniesz. Jesteś dla tego świata bardzo ważna i bardzo potrzebna.

Od tej pory Niewinność witając nowych gości u progu swego domu zaglądała im w serca. Często potrzebowała czasu by przyjrzeć się sercom, ponieważ niektóre odziane były w piękne szaty. Kiedy Niewinność odmawiała wstępu do swojego domu, szaty spadały a oczom Niewinności ukazywały się nienawistne serca pełne dziur. Niewinność pamiętała słowa Akceptacji dlatego życzyła owym gościom wszystkiego dobrego, ale nie wpuszczała ich do swojego domu. Gdy u jej progu pojawiały się szczere i wrażliwe serca, czekały cierpliwie na wstęp do domu. Niewinność z ogromną radością witała je w progu i zapraszała do środka. Grzali się wspólnie w blasku świec, radowali się bez końca i przelewali sobie nawzajem swoją miłość i wdzięczność. Czasem jeszcze odwiedzała ich Krzywda przypominając o nienawistnych sercach, ale zaraz potem nadchodziła przyjaciółka Akceptacja rozsiewając błogi spokój, Iluzja natomiast zniknęła na wieki.

Uncategorized

W klatce perfekcjonizmu

klatka

Nie pozwalasz sobie na popełnienie błędu. Gdy go popełniasz jesteś straszliwie sfrustrowany. Jesteś zły na samego siebie, bo przecież mogłeś inaczej, lepiej, bardziej… Jesteś nad wyraz dojrzały jak na swój wiek i nad wyraz odpowiedzialny. Masz bardzo imponujące zasady. Rzadko pozwalasz sobie na spontaniczność i beztroskę, a wśród ludzi, którzy się tak zachowują czujesz się nieswojo. Masz potworne wyrzuty sumienia za każdym razem gdy zachowasz się w sposób jakkolwiek odbiegający od Twojej sztywnej etykiety. Nie ma w Tobie miejsca na uchybienia, na pomyłki, na przeoczenia. Jesteś mistrzem od zadań specjalnych, gdzie diabeł nie może tam perfekcjonistę pośle. Potrafisz zachować zimną krew i racjonalne myślenie nawet w obliczu ogromnego stresu. Zawsze bardzo wysoko stawiasz sobie poprzeczkę i z każdym kolejnym osiągnięciem przesuwasz ją wyżej i wyżej… Nie potrafisz cieszyć się z tego co tu i teraz, bo już w głowie masz kolejny plan i kolejny cel. Bardzo uderza w Ciebie wszelka krytyka, trafia wprost w Twoją ranę bycia wciąż niewystarczająco dobrym.

Masz bardzo wysokie ambicje, plany, marzenia i dążysz do nich poświęcając ogromną ilość czasu, pracy i energii. Nie podejmujesz jednak ryzyka ze względu na lęk i często zaczynasz coś czego nie kończysz. Lęk związany jest z przekonaniem, że nie ważne jak bardzo byś się starał i tak coś będzie nie tak. Ale wciąż się starasz i wciąż dążysz do celu waląc głową w mur. Inni ludzie definiują Ciebie jako osobę. Ich podziw, ich spojrzenie, ich opinia. Wciąż na zewnątrz szukasz potwierdzenia swojej wartości. Robisz to po to by czuć, że coś znaczysz, by czuć, że ISTNIEJESZ. Bo jesteś JAKIŚ tylko gdy coś robisz. Nie wystarczy to, że po prostu jesteś, Ty musisz coś sobą reprezentować, to kim jesteś to za mało. A poza tym… Kim Ty w ogóle jesteś? Czy wiesz kim jesteś? Jesteś perfekcjonistą zamkniętym w klatce fałszywych przekonań i wewnętrznych konfliktów. Otrzymałeś to w pakiecie po swoich rodzicach. Tak samo jak ja.

Postawa ojca wyrobiła we mnie przekonanie, że wciąż muszę być najlepsza, najgrzeczniejsza, najlepiej się ucząca, osiągająca najlepsze wyniki w sporcie. Dopiero wtedy mnie zauważał. Ale nie chwalił, oooo nie… Myślałam, że będąc perfekcyjną córeczką zasłużę sobie na jego miłość i akceptację. Próbowałam z całych sił ale to nigdy nie nastąpiło. Chciałam by rodzice byli ze mnie dumni, chciałam widzieć w ich oczach podziw, uznanie, bezwarunkową miłość. Ale wciąż coś było nie tak, wciąż nie byłam wystarczająco dobra, a gdy osiągnęłam coś naprawdę wielkiego to była to norma, żadnych fajerwerków, żadnych wybuchów radości, żadnego świętowania. Miałam więc wciśnięty gaz do dechy, osiągając kolejne cele a jednocześnie lęk przed dezaprobatą ojca. Tym samym z podświadomości mamy płynął jeden wielki hamulec. Jedno wielkie skopane poczucie własnej wartości. Lęk przed tym, że nie dam rady, że się nie uda, że nie podołam. Myślenie katastroficzne. „Martwię się o Ciebie…”, „Boję się o Ciebie…” , „A co jeśli…”, „Zastanów się, uważaj …”. Podstawą naszej więzi był lęk. Przylgnął on do mnie tak bardzo, że niemal nie było dnia bym go nie odczuwała. I tak ciężko było go puścić, bo to tym samym odcięcie pewnej części powiązań z mamą.

Gaz do dechy i jednoczesny hamulec. Jaki jest tego efekt? Totalna dezorientacja, brak kontaktu ze swoim prawdziwym JA, brak wiedzy o tym kim jestem, czego potrzebuję, co lubię, co toleruję a czego nie, co chcę w życiu robić? Życiowa energia idąca w próżnię. Jak to zmienić? Praca nad perfekcjonizmem polega przede wszystkim na akceptacji. Akceptuję wszystko w sobie, nawet jeśli to przeszkadza, nawet jeśli nie jest to idealne, ale jest to moje i daje prawo temu istnieć. Nawiązuję kontakt z ciałem i emocjami, akceptuję wszystko co się pojawia. MASZ PRAWO DO SŁABOŚCI. MASZ PRAWO DO BŁĘDU. Powtarzaj to sobie. Nie musisz robić wszystkiego idealnie, daj sobie odrobinę cierpliwości i wyrozumiałości. Trzeba być też uważnym by nie próbować być perfekcyjnym przy pracy nad sobą. To jest proces, który trwa i należy to zaakceptować. Nie zrobisz nic na siłę, niczego nie przyspieszysz. Życie samo podsuwa Ci tematy do pracy i różne rozwiązania. Trenuj doświadczanie z pozycji obserwatora. Obserwuj siebie i swoje reakcje, pytaj siebie „czy to jest moje, czy jestem teraz w zgodzie ze sobą?”. Nie musisz od razu uzyskiwać odpowiedzi, być może będziesz musiał na nie chwilę poczekać. Zwolnij. Zredukuj życiowe biegi. Ty nic nie musisz. Pomocna jest medytacja i pozwolenie sobie na zwyczajne bycie tu i teraz. Przestań siebie biczować i obwiniać za przeróżne wpadki, błędy, czy zachowania, których już nie zmienisz. NIE NA WSZYSTKO MASZ WPŁYW. Jedyne za co jesteś odpowiedzialny to Ty sam.

Warto również popracować nad lękiem. Lękiem przed oceną, porażką, popełnieniem błędu, dezaprobatą, odrzuceniem. Przede wszystkim zauważ ten lęk, kiedy się pojawia i gdzie w ciele go odczuwasz? Następnie zaakceptuj go i pozwól mu być. Samo przyznanie się przed sobą, że się boisz, nazwanie czego się boisz i pozwolenie temu wybrzmieć, znacznie zmniejsza intensywność tej emocji. Zastanów się skąd wziął się w Tobie ten lęk, może jest z Tobą od zawsze? Może dostałeś go w pakiecie z całym worem fałszywych przekonań? Następnie przytul sam siebie i wyobraź sobie, że jesteś wspaniałym dorosłym, aniołem, przewodnikiem, czarodziejem… Że przytulasz tą zalęknioną istotę w sobie i mówisz: „Już dobrze, jestem tu z Tobą.”. Dodawaj sobie otuchy gdy lęk stopuję Cię w wykonaniu działania. Mów do siebie: „Jestem przy Tobie, zrobimy to razem, uda nam się.” Powoli zmieniaj sposób w jaki zostałeś zaprogramowany. Pokazuj sobie samemu, że możesz, że dasz radę, że mimo lęku zrobiłeś kolejny krok naprzód. Że to jest OK, że czasem się potkniesz, a czasem cofniesz. Ale wciąż będziesz próbował odnaleźć siebie samego i żyć w zgodzie ze sobą.