BLOG

Najszczersza prawda.

Długo zbierałam się by napisać ten post…

Będzie bardzo osobiście i bardzo prawdziwie.

A takie pisanie wymaga ogromnej odwagi.

Zakładając bloga prawie 3 lata temu nie miałam żadnego planu. Nie planowałam, że będę regularnie pisać, nie planowałam, że będę nagrywać filmy, nie planowałam, że zostanę coachem, ani terapeutką. Nie planowałam, po prostu pisałam to co czułam a blog był częścią mojego wewnętrznego procesu. Potem tak wyszło, że wszystkie znaki na niebie i ziemi a przede wszystkim we mnie samej poprowadziły mnie tu gdzie jestem teraz.

Od długiego czasu mówię o tym jak odzyskać siebie, jak pokochać siebie, jak żyć w zgodzie ze sobą oraz wspieram wielu ludzi w tym właśnie procesie. Feedback jaki dostaje od Was świadczy o tym, że robię to dobrze. To co mówi moje wnętrze świadczy o tym, że to moja droga i chcę to robić. To dawało mi bardzo długo motywację i siłę do tego by tworzyć, nowe wpisy, nowe filmy, nowe projekty, by pracować z kolejnymi osobami, organizować warsztaty, ogarniać dwie grupy wsparcia. Teraz jak to piszę to myślę „kurde, sporo tego”. A jakby jeszcze tego było mało to wciąż się kształcę, studiuję, biorę udział w różnych warsztatach, kursach itd. Pragnę zaznaczyć, że piszę jedynie o sferze zawodowej, a jest jeszcze ta prywatna, rodzinna. Do tego wszystkiego muszę dodać, że wciąż jestem w swoim własnym procesie, a Ci z Was, co próbują żyć w zgodzie ze sobą, wiedzą, że wiele jest wyzwań i ciężkich chwil na tej drodze.

Od jakiegoś czasu czuję, jak mój wewnętrzny głos mówi mi stop. Ale wiecie co? Bałam się go posłuchać. Próbowałam półśrodków typu tygodniowy urlop, mniejszy nakład pracy itd. Tak jakbym mówiła do siebie: „Dobra Viola, dam Ci odetchnąć ale weź odpoczywaj szybko, bo tam tyle jest jeszcze do zrobienia.” Prawda jest taka, że do całkiem niedawna czułam się zupełnie sama ze wszystkim i po prostu nie miałam możliwości by odpuścić. Bo jakbym odpuściła tak jak tego potrzebowałam to za co bym żyła, kto zająłby się moimi dziećmi, domem itp? Po prostu MUSIAŁAM BYĆ SILNA. Tak naprawdę od dziecka musiałam być silna. Czyli całe moje dotychczasowe życie przeżyłam w ciągłym napięciu i gotowości do działania. Taki motyw przetrwania, inaczej wydawało mi się, że nie będę w stanie żyć. Mimo, że mam 28 lat, przewartościowałam już swoje życie wiele razy. Za każdym razem z odwagą przełamywałam lęki i szłam dalej, nawet jeśli w kompletnie nowym, innym niż dotychczas kierunku. Zaczęło się w gimnazjum kiedy to postanowiłam iść do sportowej szkoły z internatem. Nastęonie postanowiłam rzucić moją ukochaną koszykówkę i zamienić ją na boks. Później postanowiłam iść na studia, wynająć pokój w Warszawie i żyć totalnie samodzielnie. Potem wylądowałam w Kadrze Narodowej. Następnie postanowiłam rzucić to wszystko i wyjechać do Anglii. Potem postanowiłam założyć rodzinę. Po kilku latach słuchając własnego głosu, którego już nie dało się ignorować, postanowiłam zrobić kolejny przewrót życiowy (chyba największy w mojej historii) i z dwójką dzieci (wtedy jedno 2 lata, drugie 5 miesięcy), w obcym kraju, bez żadnego wsparcia zacząć życie na nowo, od zera. Potem blog, studia, praca jako terapeutka. Następnie kolejny odważny krok czyli otwarcie się na poważną relację. W tym wszystkim jeszcze pominęłam mnóstwo innych odważnych i przełomowych decyzji, które podjęłam w międzyczasie. Każdą z tych decyzji podjęłam zupełnie sama i żadnej z nich nie żałuję. Każda z nich okupiona była mnóstwem emocji, doświadczeń, lekcji…

Feniks nie spłonął raz i nie odrodził się na nowo raz. Feniks płonął i odradzał się wiele razy. Za każdym razem silniejszy, za każdym razem bardziej zgodny ze sobą, bardziej świadomy. Każdy taki pożar boli. Oj boli… Za każdym takim pożarem odpada coś starego i robi się miejsce na nowe.

Piszę ten post nie dlatego żeby się tłumaczyć. Ale po to by się podzielić. Tym, że u mnie właśnie trwa pożar. FENIKS PŁONIE. I wiecie co? Nie wiem jak długo to potrwa. Nie wiem co z tego wyniknie. Nie wiem co będzie dalej. Ale wiem jedno. Bałam się bardzo tym podzielić, bo wciąż gdzieś grają we mnie resztki starych przekonań. Bo przecież jak już jestem tu gdzie jestem, wspieram innych, mam naprawdę dobre życie to jak to tak płonąć? Dlaczego? Po co? Ale w końcu przyszła akceptacja. „Viola. Masz prawo zakwestionować wszystko w swoim życiu oprócz siebie. Nigdy nie kwestionuj tego co dzieje się w Tobie, w Twoim sercu, w Twoim wnętrzu. Jeśi wewnętrznie płoniesz to płoniesz i koniec kropka. Jeśli czujesz, że w końcu, po tylu latach jest czas by odpuścić totalnie, by iść za głosem intuicji to idź, bo masz prawo. Jeśli jesteś zmęczona, to odpoczywaj tyle ile potrzebujesz. NIC NIE MUSISZ”.

Ten tekst to trybut dla mojego wnętrza i mojego Wewnętrznego Dziecka. Ta mała dziewczynka a potem nastolatka musiała założyć zbroję dawno temu by móc przetrwać. Już dość. „Możesz po prostu być. Nic nie musisz. Jestem przy Tobie. Pobędziemy sobie razem w tym ogniu, pobędziemy sobie razem w tym popiole. Nie będę Cię popędzać, już nie. Przepraszam, że to robiłam wcześniej. Zmierzymy się z tym wieloletnim zmęczeniem, pozwolimy mu być. Zmierzymy się z tym bólem, smutkiem i pustką związaną z brakiem wsparcia. Już nie jesteś sama.”.

Ten tekst jest również dla Was, byście zobaczyli, że nie ważne w jakim momencie życia jesteście i na jakim etapie świadomości, rozwoju, czy jakkolwiek chcecie to nazwać, macie prawo do tego by się rozpaść. I to nie jest słabość ani porażka. To wymaga mega odwagi by pozwolić sobie na ten rozpad, na ten pożar, na ten popiół, na ten ból, na tą autentyczność i prawdę.

Wow. Mam ciarki jak to piszę. Mam ochotę oznajmić to całemu światu: ODPUSZCZAM. STOPUJE. BASTUJE. ZWALNIAM. JESTEM i nic więcej. Tyle za tym było lęków i znaków zapytania… Co sobie pomyślą moi bliscy? A co jak stracę czytelników, zasięgi i jak wrócę to już nie będą chcieli mnie czytać? A co jak stracę klientów, co jak ktoś zarzuci mi brak profesjonalizmu, słabość? Czy ja sobie poradzę? Co będzie dalej? Jak długo będzie trwał ten stan? Wszystko to było w moich myślach, w mojej głowie. Te pytania rozpuszczają się gdy idę do ciała, do wnętrza, do emocji, intuicji i do Wewnętrznego Dziecka. Słuchając tych części siebie postanowiłam, że:

  • Na chwilę obecną odpuszczam bloga, nie będzie więc nowych postów, nie wiem przez jaki czas. Odpuszczam nowe projekty, odpuszczam filmy na YouTube.
  • Nie będę również obecna na grupach wsparcia, moje obowiązki na „Wolni od toksycznych relacji” przejmuje moderator – Oktawia.
  • Na chwilę obecną nie przyjmuję nowych osób na sesje indywidualne. Wsparcie dla osób, z którymi już obecnie pracuję pozostaje bez zmian. W razie gdyby cokolwiek uległo zmianie, będę informować.

Ufff… Wydobyłam to wszystko z siebie. I tak sobie myślę… Wiecie co jest moim priorytetem? Generalnie w życiu, w twórczości, w pisaniu, w pracy z ludźmi. Nie żeby było efektywnie, pozytywnie, motywująco, mądrze, rozwojowo itd. Jest to ważne, ale to nie jest mój główny priorytet. Najważniejsze dla mnie by było AUTENTYCZNIE I PRAWDZIWIE.

Przytulam Was Kochani i serdecznie pozdrawiam z miejsca autentyczności, prawdy i szczerości ze sobą i ze światem ❤️❤️❤️

1 myśl w temacie “Najszczersza prawda.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s